Zagłada naszej cywilizacji
Co wiedzieli starożytni kapłani i magowie?
Według pewnej grupy astrofizyków ruchy gwiazd i gwiazdozbiorów mają co jakiś czas wpływ na Słońce i wtedy zachodzi zdarzenie, które zabija cywilizację na Ziemi.
Prehistoryczni astronomowie zebrali zdumiewającą wiedzę o tym i zapisali ją w liczbach.
Do dziś całości tego kodu nie rozszyfrowano, ale najważniejsze elementy już poznano i opisano w wielu publikacjach.
Co najmniej od 100 lat znana jest święta liczba kalendarza Majów, bez wątpienia odziedziczonego po znacznie wcześniejszej i wysoko rozwiniętej cywilizacji.
Na niej urywa się ich kalendarz obejmujący niewiarygodnie długi czas. Ta sama liczba, 11 804, zapisana inaczej, znajduje się w słynnej płaskorzeźbie Zodiaku z Dendery w Egipcie. Ma on co najmniej 6 tysięcy lat i jest wyrytym w kamieniu przesłaniem ze znacznie starszej epoki.
Podobna informacja zapisana jest za pomocą tzw. magicznych liczb.
Odpowiada im położenie trzech wielkich piramid w Gizie w Egipcie i równie wielkich, choć mniej znanych w Teotihuacan w Meksyku. Te dwie cywilizacje, powstałe ze wspólnego pnia, dramatycznie pragnęły przekazać coś następnym pokoleniom.
Co wiedzieli starożytni kapłani i magowie ? Według pewnej grupy niezależnych naukowców badających stare przekazy i ich powiązania, tym czymś jest dokładna data następnego kataklizmu, który ma nieodwracalnie zniszczyć naszą cywilizację. Planeta przetrwa, my nie. Publikacje o tym zagrożeniu ukazują się od bardzo niedawna, zaledwie od kilkunastu lat, gdy badaniem środowiska starożytnych cywilizacji zajęli się specjaliści z takich dyscyplin nauki, jak astrofizyka, astronomia, geofizyka, geologia i informatyka.
Kapłani i magowie, ludzie nauki dawnej cywilizacji, dysponowali ogromną wiedzą o ruchach ciał niebieskich i mechanice nieba, nadal przewyższającą naszą. Przejęli ją od tych, którzy byli przed Egiptem i przed Majami. Ci jeszcze wcześniejsi uczeni nakazali hermetycznej kaście kapłanów prowadzić obserwacje nieba oraz przekazywać tę wiedzę z pokolenia na pokolenie. Niestety, z biegiem lat nastąpiło załamanie rozwoju cywilizacji, co również przewidzieli, ale zapisy pozostały. Nie na taśmach, dyskach czy w księgach, nie w językach, które zapomniano, ale zachowane niemal na wieczność w świętych liczbach, w kamieniu i budowlach.
Stanowczo za późno odczytujemy te przekazy i zaczynamy je rozumieć.
Jeśli im wierzyć, to data naszego końca jest bardzo bliska 22 - 23 grudnia 2012 roku !
Oczywiście dawni kapłani nie posługiwali się naszym kalendarzem, używali niezmiennego, odwiecznego kalendarza gwiazd. Dopiero badając te zależności i porównując dane ze starymi zapisami, nauka dowiaduje się, że ruch i pozycje gwiazd podlegają pewnym żelaznym regułom i precyzyjnym układom. Wynikają z nich wydarzenia, które co pewien czas niosą zagładę życia na Ziemi, trzeciej planecie od Słońca.
Dlaczego prehistoryczni naukowcy z taką obsesją i wytrwałością obserwowali ruchy nieba ?
Dlaczego wyliczyli precyzyjnie datę następnego kataklizmu ?
Otóż dlatego, że według wciąż częściowo tylko odczytanych tekstów z hieroglifów i pisma Majów, udało im się wyliczyć datę tego wydarzenia w ich epoce. Dzięki temu ocalała część wiedzy i cywilizacji, która dała początek wielkim państwom w Indiach, Egipcie i Ameryce Południowej. Ci, którzy nie należeli do tamtej cywilizacji i przeżyli - a były to małe grupy ludzi - żyli w epoce kamiennej i tylko ich widziała do niedawna oficjalna nauka.
Kapłani owej cywilizacji prowadzili te obserwacje od prehistorii, zachowując ciągłość. Dzięki temu wiedzieli, że te zdarzenia zachodzą rzadko, bardzo rzadko w porównaniu z życiem jednego pokolenia, ale są nieuniknione. Zanim przewidzieli swój kres, wyliczyli, że w odległych czasach wielokrotnie dochodziło do katastrof kosmicznych, a poprzednia miała miejsce (według naszej skali czasu) 21 lutego 21 312 lat p.n.e.. Dziś już wiemy o tym. Ich Dzień Sądu nadszedł 27 lipca 9792 roku p.n.e. w erze Lwa. Taką datę przekazują teksty piramid, oczywiście w języku liczb gwiezdnych.
Zagłada Atlandyty
Za Platonem, który opierając się na tekstach znacznie wcześniejszego Solona (638-582 p.n.e.), opisał to wydarzenie w swojej pracy Timaios, nazywamy ich państwo Atlantydą. Grecki filozof i badacz historii Solon przebywał w Egipcie przez wiele lat i dostąpił wtajemniczenia w część ezoterycznej i hermetycznej wiedzy przez Wielkiego Kapłana z Sais, który przekazał mu również historię i tragiczny koniec Atlantydy, zwanej w starym Egipcie Aha-Men-Ptah. Od tamtego wydarzenia Atlantyda, jak głosi część naukowców, znajduje się pod kilkukilometrową pokrywą lodową Antarktydy i szukanie jej gdzie indziej jest bezsensowne.
Według pewnej grupy astrofizyków ruchy gwiazd i gwiazdozbiorów mają co jakiś czas wpływ na Słońce i wtedy zachodzi zdarzenie, które zabija cywilizację na Ziemi. Prehistoryczni astronomowie zebrali zdumiewającą wiedzę o tym i zapisali ją w liczbach. Do dziś całości tego kodu nie rozszyfrowano, ale najważniejsze elementy już poznano i opisano w wielu publikacjach.
Co już wie współczesna nauka
Aby w sposób najprostszy wyjaśnić, co i kiedy nas czeka, należy w wielkim uproszczeniu podać opisane przez tych naukowców i badaczy podstawowe fakty.
Ziemia podlega ruchowi precesyjnemu, gdy jej oś, w odchyleniu od ekliptyki o 22,1°-24,5°, przesuwa się po kolejnych znakach Zodiaku, czyli gwiazdozbiorach nazwanych w starożytności Waga, Lew, Rak, Panna, Ryby itd.
Już w tamtych czasach wyliczono, że pełny obieg precesji trwa 25 920 lat. Nasza cywilizacja nie dysponuje takimi obserwacjami, to zbyt długi dla nas okres. Zaobserwowano wtedy, że mniej więcej w połowie tego okresu, czyli po 12 960 latach dzieje się coś niedobrego.
Uczeni kapłani zastanawiali się, co powoduje to zdarzenie. Po wielu latach, a nawet tysiącleciach obserwacji znaleźli przyczynę.
Zgodnie z ich teorią sprawcą jest Orion, jego ruch na niebie w stosunku do Słońca. W skrócie gdy konstelacja Oriona znajduje się w pewnej pozycji nieba, a w tym czasie cykl zmian plam na Słońcu osiąga określony poziom, następuje zdarzenie określane jako zmiana pola magnetycznego Słońca. Większość ciał niebieskich, w tym Słońce, są to gigantyczne elektromagnesy mające swoje bieguny magnetyczne, co powoduje ich obrót wokół własnej osi.
W pierwszej połowie okresu precesji Orion kilka razy znajduje się w takiej szczególnej pozycji wobec Słońca, ale nie są spełnione inne warunki - a wiążą się one nierozerwalnie z nasileniem plam na Słońcu. Z jednej strony mają one wpływ na tzw. jedenastoletni cykl aktywności Słońca, a z drugiej intensywność plam podlega cyklowi w okresie 187 lat. Tamci naukowcy dokładnie to wyliczyli, nasi astronomowie już też.
Orion - zapowiedź katastrofy
Podzielenie okresu precesji na dwa to za mało!
Trzeba znać dokładnie dzień i rok.
Sto czy dwieście lat odchylenia to katastrofa totalna.
Starożytni astronomowie obserwując niebo, zauważyli inne zależności, poznane przez nas bardzo niedawno. Przede wszystkim to, że Orion w czasie zajmowania swojej fatalnej pozycji widziany jest w letnią noc na Ziemi na obu półkulach. Patrząc w pogodną noc w niebo, na pewno zobaczymy go nad głową. I jeśli pojedziemy np. do Nairobi czy Rio de Janeiro (poniżej równika), też go zobaczymy. Orion jest wtedy jedyną konstelacją jasno widoczną na obu półkulach. To zły znak. Jeszcze 100 lat temu nie był tam widoczny.
To jednak nie wszystko dla określenia tragicznego terminu. Dawni astronomowie wiedzieli, że przy okresie precesji 25 920 lat na jeden znak zodiaku przypada średnio 2160 lat (25 920/12). Ale ich obserwacje dowiodły, że różne znaki Zodiaku mają zmienne okresy. I tak Lew i Panna po 2592 lata, Baran i Byk po 2304 lata, Ryby 2016 lat, Bliźnięta i Rak po 1872 lata. Jak do tego doszli, pozostaje zagadką, ale jest to zapisane w staroegipskiej Księdze światła, nazwanej nietrafnie przez egiptologów Księgą Zmarłych.
A zatem, jeżeli poprzedni kataklizm miał miejsce w erze Lwa, to połowa okresu wynosi: 2592 (Lew) + 1872 (Rak) + 1872 (Bliźnięta) + 2304 (Byk) + 2304 (Baran) + 2016 (Ryby) = 12 960 lat, czyli dokładnie połowa okresu precesji. Wydawałoby się, że mamy jeszcze sporo czasu, bo 9792 + nasze 2003 to tylko 11 795 lat. Ale przecież ostatni kataklizm wydarzył się w 1440 roku Lwa, a więc pozostały z ery Lwa jeszcze 2592 - 1440 = 1152 lata. Właśnie 1152, a nie 1440 trzeba odjąć od połowy okresu precesji. I mamy (a raczej oni wyliczyli) 12 960 - 1152 = 11 808 lat. Bardzo blisko świętej liczby Majów, która kończy kalendarz !
Jeśli od tej liczby odejmiemy rok poprzedniej katastrofy, znajdujemy rok naszej ery: 11 808 - 9792 = 2016. Ale takie dość proste wyliczenie to za mało, aby mieć pewność. Co prawda, co to za różnica, czy zginiemy w 2012, czy 2016 ? Otóż bardzo ważna różnica. Znając dokładną datę, można będzie coś ocalić z cywilizacji dla tych nielicznych, którzy przetrwają - różnica choćby roku to klęska ostateczna. Tak rozumowali tamci astronomowie i kapłani.
WENUS I ŚWIĘTE LICZBY MAJÓW
Święte liczby
Aby nie rozwlekać tego wywodu; stwierdzono, że kluczem do dokładnej daty kataklizmu jest planeta Wenus. Od niepamiętnych czasów Egipcjanie, a zwłaszcza Majowie obserwowali Wenus i wiedzieli o niej wszystko. Czyli i to, że okres gwiezdny Wenus wynosi 584 dni - kolejna święta liczba Majów (dokładnie 583,92). Okres obiegu Słońca przez Wenus to 225 dni ziemskich (dokładnie 224,584). Majowie podzielili te liczby i pomnożyli wynik przez 20 okresów gwiezdnych planety - nie wiemy, dlaczego, ale uważali, że kolejny kataklizm związany jest z końcem jednego z dwudziestu okresów gwiezdnych Wenus. Otrzymali: 583,92 : 224,584×20 = 52 - następna święta liczba kodowa Majów.
W ich przekonaniu tylko w ostatnim roku wielokrotności liczby 52 zdarzy się katastrofa. W roku 2012 upływa 227. okres liczby 52 od roku 9792 p.n.e. Pomijając skomplikowane uzasadnienie, podzielili liczbę 52 przez 12 960 (połowa okresu precesji), co daje 0,004012345. To jest wartość, o jaką skorygowali pozostałe po ostatniej katastrofie 1152 lata ery Lwa: 1152×0,004012345 = 4,6. To właśnie jest wielkość korekty Wenus, a zatem 11 808 - 4,6 = 11 803,4. Owe 20 okresów Wenus to 32 lata ziemskie (20×584 : 365). Przez 11 808 lat upłynie dokładnie 369 okresów gwiezdnych Wenus, licząc w latach Ziemi (11808 : 32).
Ponieważ tamto zdarzenie miało miejsce w końcu lipca 9792 p.n.e., dodano 7 miesięcy do liczby 11 803,4 i tak uzyskano świętą liczbę 011 804. Oto dowód liczby 11 804 !
W grudniu 2012 roku dobiegnie końca kolejny dwudziesty okres gwiezdny Wenus i - jak twierdzą nasi badacze - zbiegną się wtedy cztery znamienne czynniki: pozycja Wenus, położenie Oriona wobec Słońca, maksymalne nasilenie aktywności Słońca i pozycja Oriona wobec gwiazdozbioru Gemini (Bliźnięta).
Prowadząc skomplikowane obliczenia, prehistoryczni astronomowie ustalili, że w czasie ostatnich katastrof Wenus zajmowała identyczną pozycję centralną na tle gwiazdozbiorów Oriona i Gemini. Oczywiście Wenus nie ma wpływu na to, co się dzieje na Słońcu, to za mała planeta, ale jej znamienna pozycja w dwudziestym okresie gwiezdnym uważana jest za boskie ostrzeżenie, znak. Dzień Pański nadchodzi Ujmując to brutalnie, Orion i Gemini są już prawie na swoich miejscach, 187-letni okres aktywności Słońca jest niemal w szczycie (ostatnio mamy jakieś gorące i suche lata, a zimy łagodne), Wenus z kolei zmierza nieubłaganie ku swojej pozycji. Identycznej, jaką miała w tym układzie 9792 lata p.n.e..
Precyzyjne obliczenia orbity Wenus przez tamtych astronomów wykazały, że zajmie tę pozycję, w wyniku korekty ery Lwa, po okresie 11 804 lat od dnia 27 lipca 9792 roku p.n.e., dokładnie 22 - 23 grudnia 2012 roku. Koniec kalendarza, rok Apokalipsy.
Dlatego liczba ta była u Majów święta, tak im to nakazali ich przodkowie, kimkolwiek byli.
Jak twierdzą nasi badacze, to właśnie zapisała nam tamta cywilizacja tysiące lat temu.
Piramidy w Gizie krzyczą o ruchach Oriona - obserwujcie Oriona, on niesie zagładę !
Faktem jest, że w 2012 roku ustawienie piramid względem Oriona będzie identyczne jak w roku 9792 p.n.e., co potwierdzają współczesne symulacje komputerowe. Piramidy powstały podobno po tamtym kataklizmie, około roku 9400 p.n.e., ale ustawiono je z taką precyzją, żeby przekazały ostrzeżenie potomnym.
W hołdzie dla ery Lwa
Jeszcze wcześniej powstał Sfinks, w hołdzie dla ery Lwa, pierwszej ery nowego świata.
Tajemnica wielkiej piramidy - szyb w komorze królewskiej w Wielkiej Piramidzie wskaże idealnie gwiazdę Al-Nitak, jej niebieski odpowiednik w pasie Oriona. Wtedy zegar Piramidy się zatrzyma. Niestety, egiptolodzy nie zauważyli tych tajemniczych korelacji albo przemilczeli je, bo bali się śmieszności. Utrzymują nadal, że Wielka Piramida to grobowiec Cheopsa. Gdy Cheops, biedaczysko, się urodził, trzy piramidy stały już parę tysięcy lat i pewnie tak samo drapał się w głowę jak nasi egiptolodzy, co to może być.
Struganie odrzutowca z drewna
To chyba on wpadł na pomysł, aby faraonowie budowali sobie takie grobowce. Może istotnie gdzieś we wnętrzu Piramidy są ukryte szczątki jej prawdziwych twórców i ich tajemnicza wiedza. Żadna z piramid faraonów nie dorównała Wielkiej Piramidzie. Przed Cheopsem budował faraon Dżoser, ale jego piramida schodkowa w Sakkarze to struganie odrzutowca z drewna w porównaniu z Wielką.
Co się stanie w grudniu 2012 roku?
Otóż, według przypuszczeń naszej grupy naukowców, Słońce może zmienić swoje pole magnetyczne. Sądzą oni, że impuls do tego dadzą wszystkie główne gwiazdy konstelacji Oriona (z wyjątkiem Bellatrix), które należą do grupy nadolbrzymów, bardzo gorące i jasne. Wszystkie warunki będą idealnie spełnione. Tego dnia Słońce zacznie emitować światło świateł, jak głosi egipska Księga światła - tamci ludzie je widzieli, niezwykle intensywne i palące. Słońce podobnie jak Ziemia obraca się wokół swojej osi, jednak znacznie szybciej.
Punkt na równiku Ziemi pokonuje w ciągu godziny 1666 km, a na Słońcu 6000 km.
Ta szybkość obrotu i masa Słońca powodują, że jego pole magnetyczne jest ponad 20 000 razy większe od ziemskiego.
W grudniu 2012 roku nastąpi coś w rodzaju niewyobrażalnego krótkiego spięcia w polu elektromagnetycznym Słońca.
źródło: Bogusław Leng / 08-06-2005
Pragniemy się skontaktować z Panem Bogusławem Lengiem, osoby mogące nam w tym pomóc prosimy o kontakt.
Zapraszam do dyskusji na ten temat tych artykułów na forum
