Instytut Smithsona 2
Po niedawnej lekturze książki „Nowe zagadki archeologii”, którą napisał w 2003 roku Luc Bürgin, nie mogę się powstrzymać by rozwinąć tutaj znów temat Instytutu Smithsona i jego działań ewidentnie wskazujących na to, że oficjalna historia różnić się może „nieznacznie” od historii faktycznej. Oto cytatt z niniejszej lektury:
„...Mumie w Wielkim Kanionie?
Nowe dowody na istnienie
tajemniczej egipskiej cytadeli
Czy amerykańscy naukowcy ukrywają przed nami znaleziska z egipskiej komory grobowej? Spory na temat istnienia grobowca w jaskini położonej w masywie Wielkiego Kanionu zaostrzają się. Wszystko wskazuje na to, że najświeższe odkrycia potwierdzają prawdziwość dawnej intrygującej opowieści.
A oto fakty: 5 kwietnia 1909 roku pismo „Phoenix Gazette” na swojej stronie tytułowej podało szczegółową informację o wydrążonym w skale gigantycznym kompleksie jaskiń, który został odkryty przez niejakiego G.E. Kinkaida. Gazeta relacjonowała, że jednemu z archeologów, profesorowi S.A. Jordanowi z renomowanego Smithsonian Institution w Waszyngtonie, zlecono zbadanie jaskini. W fachowej literaturze brak jednak jakichkolwiek informacji na temat istnienia tajemniczego kompleksu.
Dawid Hatcher Childress z World Explorer Club w Kempton (Ilinois) zapragnął zdobyć bardziej szczegółowe informacje o jaskini. W 1995 roku zadzwonił do Smithsonian Institution, aby zbadać kulisy wspomnianego artykułu. „Odpowiedziano mi, że ani w Ameryce Północnej, ani w południowej nigdy nie odkryto śladów wpływów egipskich. Z całą pewnością Smithsonian Institution nie prowadził więc nigdy tego typu wykopalisk. W Waszyngtonie nie umiano również powiedzieć niczego na temat Kinkaida czy Jordana”.
Childress nabrał podejrzeń. Przecież w 1910 roku profesor Jordan został wyraźnie wspomniany na 239 stronie „Smithsonian Scientific Series”. Poza tym istnieje mapa, która wpadła w ręce koledze Childressa Carlowi Hartowi w jednej z księgarń w Chicago. Miejscowości położone po północnej stronie Wielkiego Kanionu są na niej zaopatrzone podwójnymi nazwami – w języku Indian i w języku egipskim. Dlaczego? Czy jest możliwe, że istniały powiązania pomiędzy nimi a egipskim grobowcem w jaskini?
„Zadzwoniliśmy do urzędu archeologicznego i spytaliśmy, jakie mogą być przyczyny podawania podwójnych nazw” – opowiada Childress. „Wytłumaczono nam, że dawni badacze po prostu lubili te nazwy. Jest jednak zastanawiające, że na obszarze tym obowiązuje zakaz wstępu – rzekomo z powodu znajdujących się tu niebezpiecznych grot”.
Odkąd kilka lat temu na obszarze niemieckojęzycznym po raz pierwszy wspomniałem o odkryciu Kinkaida, przez cały czas otrzymuję listy od zainteresowanych czytelników. „Wspomniana relacja prasowa to być może spóźniony żart na prima aprilis” – przypuszczają niektórzy z moich korespondencyjnych znajomych, między innymi jeden ze szwajcarskich historyków. Oczywiście nie mają racji, co w międzyczasie udowodnił Amerykanin Tyler Pauley. Wiele czasu spędził on w czytelniach bibliotek, gdzie w poszukiwaniu dalszych wskazówek przejrzał wszystkie ówczesne gazety.
Zrezygnowany Pauley chciał już przerwać poszukiwania, gdy w „Arizona Gazette” z 12 marca 1909 roku wreszcie natknął się na coś interesującego. W liczącej 20 wersów jednoszpaltowej notatce dziennikarze informowali o przybyciu do miasta Yuma niejakiego G.E. Kinkaida, który „jako drugi człowiek na świecie” przepłynął łódką w dół rzeki Kolorado na całej jej długości. Dziennikarze pisali dalej, że Kinkaid wyposażony był w specjalny sprzęt fotograficzny, a trakcie swojej wyprawy dokonał „kilku ciekawych odkryć archeologicznych”. Wyprawa była tak bardzo interesująca, że następnej zimy Kinkaid miał ją zamiar powtórzyć w towarzystwie kilku przyjaciół.
Dwie niezależne od siebie relacje prasowe są bardziej wiarygodne niż jedna. W związku z tym znajomi Pauleya, Greg i Sheri Nelsonowie, wybrali się w drogę z ekipą telewizyjną Foxa, aby rzucić więcej światła na tą dziwną sprawę. Turystom zaoferowano podróż łódką wzdłuż Kanionu. Miała ona wyjaśnić wątpliwości. Greg i Sheri badawczo obserwowali stromo wznoszące się ściany skalne, szukając w nich opisanych przez Kinkaida szczegółów. Później, za pomocą specjalnej mapy, udało im się wyznaczyć obszar, na którym przed 100 laty miano dokonać tajemniczego odkrycia.
Jerry i Kathy Wills z amerykańskiego “Xpeditions Magazine.com” 6 października 2000 roku poszli w ich ślady. Gdy po długich poszukiwaniach ich zespół odkrył w ścianie skalnej znajdującej się na przeciwległym brzegu rzeki coś na kształt wejścia, zapanowało niezwykłe podniecenie. Długo wyczekiwany dowód na prawdziwość relacji Kinkaida? Jednak, jak Amerykanie zauważyli w sprawozdaniu z wyprawy, po początkowej euforii szybko przyszło rozczarowanie:
„Aby tam dotrzeć, musielibyśmy przepłynąć łodzią w poprzek Kanionu, a następnie przybić do brzegu na plaży poniżej tego miejsca, na co urzędnicy nigdy nie wydaliby nam zezwolenia. Z naszego wysoko położonego punktu orientacyjnego mogliśmy nawet rozpoznać ścieżkę, która wiodła do groty i kiedyś musiała być używana. Odkryliśmy jeszcze inne dowody na istnienie nekropoli. Narastało w nas jednak to dziwne uczucie, które pojawia się zawsze wówczas, gdy się jest już blisko celu, a równocześnie ma się świadomość, że wstęp jest wzbroniony”. Nie wykonawszy zadania, ruszyli w powrotną drogę. Po wyprawie pozostały im ekscytujące zdjęcia oraz pewność, że przynajmniej znaleźli się bliżej groty Kinkaida niż ktokolwiek przed nimi.
Aby czytelnik mógł sobie wyrobić pogląd na temat kontrowersyjnego artykułu zamieszczonego 5 kwietnia 1909 roku w „Phoenix Gazette”, podaję jego tłumaczenie w skróconej i nieco zmienionej formie:
„Wczoraj G.E. Kinkaid przekazał nam najświeższe informacje o postępach w badaniach nad nie tylko, zdaniem naukowców, najstarszym odkryciem archeologicznym na terenie Stanów Zjednoczonych, ale również najbardziej znaczącym w skali całego świata. Relacjonowaliśmy już to jakiś czas temu. W trakcie podróży drewnianym czółnem po rzece Kolorado z Green River (Wyoming) do Yumy Kinkaid odkrył w Wielkim Kanionie ogromną podziemną cytadelę.
Według jego informacji archeolodzy z finansującego badania Smithsonian Institution dokonali odkryć, które prawie bezspornie dowodzą, że lud zamieszkujący kiedyś te tajemnicze, wyciosane ze skały groty mógł być pochodzenia orientalnego, a być może nawet pochodził z Egiptu.
Jeśli tłumaczenie umieszczonych na tabliczkach hieroglifów potwierdzi wyniki tych badań, rozwiązana zostanie tajemnica prehistorycznych mieszkańców Ameryki Północnej i ich zdobyczy cywilizacyjnych, dowiemy się, kim byli i skąd pochodzili. Egipt i Nil oraz Arizona i Kolorado zostaną powiązane historycznym węzłem, sięgającym czasów, które przerastają nawet nasze najbardziej szalone fantazje. Smithsonian Institution po kierunkiem profesora S.A. Jordana prowadzi bardzo skrupulatne badania na ten temat.
Długi korytarz główny, który znajduje się około 1480 stóp poniżej powierzchni ziemi, został przebadany na odcinku dobrej mili. W trakcie badań natknięto się na kolejną halę, z której we wszystkich kierunkach wychodzą korytarze, co wygląda zupełnie jak koło ze szprychami.
Odkryto setki pomieszczeń. Znaleziono przedmioty, na które w naszym kraju nigdy nie spodziewano się natknąć. Bez wątpienia pochodziły one ze Wschodu: wozy wojenne oraz ostre i twarde jak stal miedziane narzędzia wyraźnie wskazują na wysoki stopień rozwoju cywilizacyjnego, który osiągnęła ta nieznana nam ludność. Naukowcy są do tego stopnia zafascynowani znaleziskami, że czynią obecnie przygotowania do organizacji obozu umożliwiającego szersze badania. Grupa badaczy ma wzrosnąć do 30-40 osób.
Pan Kinkaid był pierwszym białym dzieckiem, które przyszło na świat w Idaho. Przez całe życie był badaczem i myśliwym. Trzydzieści lat pracował dla Smithsonian Institution. Historia jego odkrycia brzmi równocześnie bajkowo i groteskowo: >>Na początku muszę nadmienić, że cały kompleks jest bardzo trudno dostępny. Wejście znajduje się 1486 stóp poniżej powierzchni masywu Wielkiego Kanionu. Położone jest na obszarze należącym do państwa i nikomu, pod groźbą kary, nie wolno tam wchodzić. Naukowcy chcieliby pracować w spokoju i nie obawiać się, że stanowisko może zostać zniszczone przez rabusiów grobów czy ludzi żądnych sensacji. Wyprawa do groty nie ma więc najmniejszego sensu.
Historia mojego odkrycia została już opowiedziana. Można ją streścić w następujący sposób. Podróżowałem łódką w dół rzeki Kolorado. Byłem sam i poszukiwałem minerałów. Po 41 milach drogi z El Tovar Crystal Canyon po wschodniej stronie odkryłem w złożu formacji osadowych kolorowe plamy, znajdujące się 2000 stóp powyżej koryta rzeki. Nie prowadziła tam żadna droga, ale przy dużym nakładzie sił mimo wszystko udało mi się dotrzeć na miejsce. Powyżej chronionego je przed wzrokiem ciekawskich plateau znalazłem wejście do groty. Od wejścia schody prowadzą do miejsca, do którego sięgał kiedyś poziom rzeki.
Gdy na wewnętrznych ścianach groty w pobliżu wejścia zauważyłem ślady dłuta, moja ciekawość wzrosła. Odbezpieczyłem broń i wszedłem dalej. W odległości około 100 stóp natknąłem się na komorę grobową, w której odkryłem mumie. Jedną z nich ustawiłem pionowo i sfotografowałem, używają lampy błyskowej. Zabrałem z groty pewną liczbę przedmiotów, a następnie udałem się rzeką Kolorado do Yumy, skąd zabrane z groty, wraz ze sprawozdaniem o moim odkryciu, wysłałem statkiem do Waszyngtonu. Tak wyglądał początek badań.
Główny korytarz ma około 12 stóp szerokości, a następnie zwęża się do 9 stóp. W odległości około 57 stóp od wejścia na prawo i na lewo odchodzą od niego pierwsze korytarze. Po ich bokach znajdują się komory, rozmiarami przypominające współczesne duże pokoje. Dostępne są one przez owalne wejścia. Przewiercone w ścianach okrągłe otwory wentylacyjne zapewniają przepływ powietrza do komór. Grubość ścian wynosi około 3 stóp i 6 cali. Przejścia są opracowane tak starannie, jak gdyby zostały zaprojektowane przez jakiegoś inżyniera.
W odległości ponad 100 stóp od wejścia znajduje się mająca kilkaset stóp długości hala o kształcie krzyża, w której znaleziono posąg siedzącego boga ze skrzyżowanymi nogami. W każdej ręce trzyma on lilię lub kwiat lotosu. Bóg przypomina Buddę, ale naukowcy nie są pewni, jaką religię reprezentuje. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystko, co do tej pory wiemy na ten temat, trzeba przyjąć, że ten rodzaj kultu najbardziej przypomina religię dawnego Tybetu.
Wokół najważniejszego boga znajdują się mniejsze przedstawienia figuralne, jedne bardzo ładne, inne brzydkie i zniekształcone. Wszystkie wykonane są z twardego kamienia podobnego do marmuru. Po przeciwnej stronie hali znalezione zostały wszelkiego rodzaju narzędzia miedziane. Lud ten z całą pewnością dysponował zapomnianą w późniejszym okresie umiejętnością hartowania tego metalu. Na ławce znajdującej się wokół warsztatu znaleziono węgiel i inne surowce używane prawdopodobnie do tego procesu.
Wśród pozostałych znalezisk znajdują się wazy lub urny, ale również mające bardzo piękne kształty naczynia ze złota i miedzi. Poza tym natknęliśmy się na szary metal o jeszcze nie zidentyfikowanym składzie. Na wszystkich ścianach, urnach i kamiennych tablicach znajdują się tajemnicze hieroglify, które ciągle czekają na odcyfrowanie...”
Zapraszam do dyskusji na ten temat na forum
